Szymon Semeniuk

aplikant radcowski

W ramach swojej praktyki zawodowej zajmuję się problematyką dochodzenia szeroko pojętych roszczeń odszkodowawczych oraz obsługą przedsiębiorców. Doświadczenie zawodowe zdobywałem w kancelariach prawnych prowadzących postępowania odszkodowawcze...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Stan Faktyczny:

28-letnia Barbara, mama rocznej Pauli, trafia do lekarza w 2009 r. po zacięciu się w pieprzyk na łydce. W szpitalu w Skwierzynie w woj. lubuskim chirurg wycina znamię, a próbkę wysyła do badania histopatologicznego w szczecińskiej klinice należącej do Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, z którą szpital podpisał umowę na takie badania. Wynik uspokaja: ziarniniak, czyli łagodna zmiana. Gdy pieprzyk odrasta i w dodatku boli, lekarz wysyła Barbarę do szpitala w Nowej Soli. Tam wycinają znamię, a próbki znów przesyłają do badania. Tym razem wynik jest jednoznaczny: czerniak, czyli jeden z najzłośliwszych nowotworów skóry. To IV, najgorszy stopień raka, którego chora miała od trzech lat. Zdaniem lekarzy to niemożliwe, by rok temu nie został wykryty. W 2011 r. chora prosi o wyciągnięcie preparatu z 2009 r. i przesyła go do Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Tamtejsi lekarze nie mają wątpliwości, że to czerniak.
6 stycznia 2013 r. Barbara umiera. Jej bliscy mają poczucie, że gdyby nie błąd, żyłaby dalej.

Przyznane przez Sąd świadczenia:

Jedenastoletnia Paula, która w 2013 r. straciła mamę w wyniku błędu medycznego, do czasu uzyskania pełnoletności będzie otrzymywać od szczecińskiej kliniki uniwersyteckiej 1 tys. zł miesięcznej renty. Oprócz tego ona i jej tata dostaną po 50 tys. zł odszkodowania i po 200 tys. zł zadośćuczynienia. Łącznie z odsetkami i skapitalizowaną rentą bliscy otrzymają ok. 800 tys. zł. Tak zadecydował Sąd Apelacyjny w Szczecinie sześć lat po śmierci ich mamy i żony(sygn. I ACA 893/17). Wcześniej szczeciński Sąd Okręgowy przyznał zmarłej 100 tys. zł odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu, ale uznał, że nie można wykazać związku przyczynowo-skutkowego między błędem medycznym a śmiercią pacjentki.

Stan Faktyczny:
Mężczyzna spieszył się do pracy. Podjechał pod dystrybutor gazu, aby zatankować samochód i użył zainstalowanego na nim dzwonka, aby poprosić pracownika stacji o zatankowanie. Ponieważ pracownik nie podchodził, postanowił zatankować samodzielnie. Mimo braku na dystrybutorze rękawic ochronnych, zdjął „pistolet” z dystrybutora i podpiął go do samochodu. Spowodowało to nagłą emisję gazu. Kiedy mężczyzna usiłował odpiąć „pistolet”, odmroził sobie obie dłonie. Przez cztery tygodnie był na zwolnieniu lekarskim. Biegły ocenił, że poszkodowany doznał 3 proc. uszczerbku na zdrowiu. Po odmrożeniu pozostały mu trwałe blizny na dłoniach. Mężczyzna zażądał od spółki, która jest właścicielem stacji paliw 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia za krzywdę. Spółka odmówiła.

Odpowiedzialność na zasadzie ryzyka
Sąd Okręgowy w Łodzi, a następnie Sąd Apelacyjny, uznały powództwo za usprawiedliwione, co do zasady, ale wygórowane, co do wysokości. Sąd ustalił, że w dniu wypadku na stacji paliw nie było żadnej informacji, dotyczącej sposobu obsługi dystrybutora gazu. Był on wówczas obsługiwany przez pracowników stacji. Tankowanie gazu było możliwe dopiero po włączeniu dystrybutora w budynku stacji przez pracownika. Kierowca mógł jednak zdjąć „pistolet”, który nie miał żadnej blokady i podpiąć go do samochodu. Z nieprawidłowo podpiętego „pistoletu” wydobywały się czasami resztki gazu.
Sąd uznał, że brak informacji o sposobie obsługi dystrybutora nie ma znaczenia, bo pozwana spółka nie odpowiada na zasadzie winy, ale ryzyka. Jest bowiem przedsiębiorstwem, którego przedmiotem działalności jest m.in. sprzedaż paliw na stacjach, czyli typowym przedsiębiorcą, o którym mowa w art. 435 par 1 Kodeksu cywilnego.
Doznany przez poszkodowanego uszczerbek na zdrowiu pozostaje więc w bezpośrednim związku przyczynowym z korzystaniem z oferty handlowej spółki. Przedsiębiorstwo jednocześnie nie wykazało trzech okoliczności uwalniających je od odpowiedzialności za szkodę, wymienionych w art. 435 par 1 k.c.

Poszkodowany przyczynił się do szkody
Sąd, uwzględniając zakres szkody, a także młody wiek poszkodowanego (miał wówczas 33 lata) uznał, że adekwatną kwotą zadośćuczynienia będzie 11 tysięcy złotych. Równocześnie orzekł, że mężczyzna przyczynił się do powstania szkody. Usiłował zatankować gaz LPG bez użycia rękawic ochronnych zwłaszcza, że miał świadomość, że takich rękawic trzeba użyć oraz doświadczenie w tankowaniu gazu do swojego samochodu. Świadomie więc zignorował nakaz użycia rękawic ochronnych. Przyczynienie to sąd ocenił na 25 procent i proporcjonalnie zmniejszył zadośćuczynienie do kwoty 8250 złotych.

Wcześniejsza naprawa pojazdu nie ma wpływu na wysokość odszkodowania – 7 grudnia 2018 r., Sygn. akt III CZP 51/18

Sąd Okręgowy w Szczecinie postanowieniem z dnia 27 marca 2018 r., sygn. akt II Ca 1199/17, przedstawił zagadnienie prawne:

„Czy w przypadku wyrządzenia szkody w pojeździe mechanicznym, stanowiącej szkodę częściową, w przypadku, gdy przed ustaleniem wysokości odszkodowania dojdzie do naprawy pojazdu przywracającej ten pojazd do stanu sprzed powstania szkody, odszkodowanie należne poszkodowanemu w ramach ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadacza pojazdu mechanicznego ograniczone jest do równowartości wydatków faktycznie poniesionych celem naprawy pojazdu, czy też powinno być ustalone jako równowartość hipotetycznie określonych kosztów przywrócenia pojazdu do stanu poprzedniego?”

Sąd Najwyższy stwierdził, że odpowiedź na tak sformułowane pytanie jest oczywista, gdyż w orzecznictwie Sądu Najwyższego wielokrotnie wskazywano, iż roszczenie z tytułu kosztów naprawy może być dochodzone niezależnie od tego, czy naprawa jest dokonana. Przyjęto również, że odpowiada ono zawsze niezbędnym i ekonomicznie uzasadnionym kosztom naprawy, a naprawa, która została dokonana przed uzyskaniem świadczenia nie ma istotnego znaczenia.

Sąd Najwyższy podkreślił, że obowiązek odszkodowawczy pojawia się z chwilą powstania szkody, a określenie wysokości szkody, czy to na podstawie opinii biegłego, czy też rachunków, stanowi tylko sposób kalkulacji szkody.

Wcześniejsza naprawa pojazdu przez poszkodowanego, czy też przywrócenie podstawowych funkcji pojazdu nie powoduje zwolnienia ubezpieczyciela z odpowiedzialności.

Jak postępować w przypadku, gdy jesteśmy sprawcami stłuczki, a nie możemy skontaktować się z właścicielem uszkodzonego pojazdu. Otóż pozostawienie za wycieraczką kartki ze wskazaniem naszych danych, nie wystarczy – tak wynika z najnowszego orzecznictwa Sądów powszechnych.

Dbałość o skuteczne przekazanie informacji poszkodowanemu spoczywa w takiej sytuacji na sprawcy, a to z uwagi chociażby na brzmienie art. 43 pkt 4 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Zgodnie z jego treścią zakładowi ubezpieczeń przysługuje prawo dochodzenia od kierującego pojazdem mechanicznym zwrotu wypłaconego z tytułu ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych odszkodowania, jeżeli kierujący zbiegł z miejsca zdarzenia.

Do sytuacji – uznania nas za ,,zbiegłych z miejsca zdarzenia” może dojść chociażby w przypadku usunięcia pozostawionej kartki przez ,,życzliwego” przechodnia, wypadnięcia jej na skutek działania warunków atmosferycznych etc. Należy zatem przedsięwziąć dalej idące środki – takie jak zawiadomienie policji, towarzystwa ubezpieczeń w którym posiadamy wykupioną polisę OC. Takie akty staranności z pewnością uchronią nas przed roszczeniem regresowym towarzystwa ubezpieczeń.

Podobna do opisywanej sytuacja – stłuczka, niemożność skontaktowania się z poszkodowanym, pozostawienie kartki z danymi sprawcy, zaginięcie kartki, ustalenie danych sprawcy przez poszkodowanego w ,,inny sposób”, wypłata odszkodowania przez towarzystwo ubezpieczeń, roszczenie regresowe do sprawcy o zwrot na rzecz towarzystwa ubezpieczeń kwoty wypłaconego odszkodowania – była przedmiotem rozważań Sądu Rejonowego w Zduńskiej Woli a następnie Sądu Okręgowego w Sieradzu.
Poniżej, fragmenty uzasadnień orzeczeń Sądów obu instancji:

Sąd wskazał ,,iż w art. 16 ust 2 pkt. 1 i 2 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych przewidziano katalog zachowań, jakie sprawca zdarzenia drogowego winien bezwarunkowo podjąć. Otóż sprawca zdarzenia może oddalić się z miejsca zdarzenia pod warunkiem, że przekaże pokrzywdzonemu informacje dotyczącą danych zakładu ubezpieczeń, numeru polisy i związane z nimi dane pojazdu w sposób zapewniający ich ujawnienie. Jest to minimum jakiego należy oczekiwać od sprawcy kolizji. Zapewnić to może np. poprzez umieszczenie informacji za wycieraczką, w drzwiach, pod klamką. Informacja ta winna zostać zabezpieczona przed zniszczeniem lub przypadkową utratą np. poprzez umieszczenie jej w foliowej torbie i przywiązanie klamki (jak zrobił to anonimowy świadek). Kumulatywnie z powyższym sprawca winien niezwłocznie powiadomić o zdarzeniu zakład ubezpieczeń. Informację tę może podać w drodze telefonicznej, listownej lub e-mailowej. Może on także zgłosić się do najbliższej placówki zakładu.”

Sąd orzekający podkreślił ,,iż jako rażące niedbalstwo należałoby ocenić pozostawienie luzem kartki na samochodzie, bez żadnego zabezpieczenia od zjawisk atmosferycznych, w sposób dostępny dla każdego.”

Podsumowując pozostawiona przez nas informacja winna być zabezpieczona przez przypadkowym usunięciem oraz działaniem warunków atmosferycznych, co więcej zawsze w takim przypadku dokonajmy zawiadomienia towarzystwa ubezpieczeń w którym posiadamy wykupioną polisę OC.

Prezes Sądu Najwyższego Józef Iwulski złożył wniosek o rozpatrzenie w składzie siedmiu sędziów pytania, które budzi wątpliwości w orzecznictwie: Czy podmiotowi, który na podstawie art. 509 k.c. nabył od poszkodowanego lub jego następcy wierzytelność odszkodowawczą dotyczącą szkody komunikacyjnej, przysługuje w ramach odszkodowania należnego od ubezpieczyciela zwrot kosztu zleconej przez niego osobie trzeciej ekspertyzy prywatnej mającej na celu określenie wysokości szkody ?

W praktyce orzeczniczej sądów powszechnych zarysowały się dwa odmienne stanowiska w tym zakresie:

– pierwsze z nich aprobujące zasadność przyznania na rzecz podmiotu nabywającego wierzytelność odszkodowawczą, zwrotu kosztów zlecenia prywatnej ekspertyzy, o ile koszty te były uzasadnione i konieczne. Sądy bazują wówczas na założeniu, że skoro poszkodowany mógłby żądać zwrotu kosztów ekspertyzy prywatnej, takie uprawnienie powinno też przysługiwać jego następcy prawnemu, który zleci sporządzenie opinii.
– drugie stanowisko, negujące zasadność przyznania na rzecz podmiotu nabywającego wierzytelność odszkodowawczą, zwrotu kosztów zlecenia prywatnej ekspertyzy – traktując te koszty jako wydatek związany z prowadzoną działalnością gospodarczą.

Sędzia Iwulski podkreśla, iż rozstrzygnięcie tej rozbieżności w wykładni prawa przyczyni się do lepszej ochrony praw i interesów stron stosunków odszkodowawczych. Ponadto ułatwi sądom rozstrzyganie spraw, w których doszło do cesji wierzytelności odszkodowawczej, a jej nabywca dochodzi zwrotu poniesionych przez siebie kosztów ekspertyzy prywatnej.

Sygnatura akt III CZP 68/18